Cytat: Co niektorzy widze tutaj zapominaja, ze na pierwszym miejscu stoi milosc do ukochanego klubu. A nienawiesc do innych? To juz sprawa osobista kibicow. ( Ja rozlewu krwi nie toleruje)
Nie wsadzajmy kibicow do jednego worka.
Cytat: Powiedzcie mi, jeżeli jest dwóch kibiców - jeden np Wisły a drugi z Cracovii. Obydwaj są narodowcami. Jak się ma kontakt między nimi? Gdyby się znali dla przykładu z jakiegoś spotkania z forum, a potem spotkali na meczu, gdzie powinni się bić, to tak będzie?
Cytat: Unia Tarnów
rok założenia: 1928
barwy:biało niebieskie
Zgody:Glinik Gorlice Karpaty Krosno Wisła Kraków
Układ:Wisła Szczucin
Flaga White Uniated
Cytat:
Cytat: Wiesz o co chodzi, na bank
Cytat:
Jak mi ktoś powie, że w Płocku nie ma atmosfery i kibiców to nie wiem co zrbie ale chyba pozabijam! Wraz ze spadkiem podzieleni kibice Wisły potrafili sie zebrać do kupy i pokazali na co ich stać!
Cytat: "W związku ze zbliżającym się meczem Wisła Kraków – Legia Warszawa wszystkie formalne i nieformalne grupy kibicowskie podjęły decyzję o nie organizowaniu wyjazdu na to spotkanie. Decyzja ta jest reakcją na kolejne morderstwo, jakiego dopuścili się krakowscy fani." - czytamy w komunikacie wydanym przez wszystkie grupy legijne kibicowskie.
Poniżej pełna treść komunikatu, który dotarł do naszej redakcji.
"My, kibice Legii Warszawa, chcemy w ten sposób dobitnie zaznaczyć nasz stosunek do grup kibicowskich używających tzw. „sprzętu”, nie przestrzegających kibicowskich reguł i zasad. Pragniemy także poinformować, ze decyzja ta dotyczy również meczu z Cracovią Kraków.
Decyzja ta była dla nas trudna, ze względu na atrakcyjność tego meczu. Mieliśmy wstępne deklaracje fanów Wisły, zapewniające nas o możliwości wejścia na stadion w Krakowie tak, jak odbywa się to na wszystkich wyjazdach - dzięki uprzejmości kibiców gospodarzy. Jednak mimo tych zapewnień, w obliczu wydarzeń w Kielcach, nasza decyzja mogła być tylko jedna – nie jedziemy, bo nie chcemy mieć NIC WSPOLNEGO z nożownikami, dla których życie ludzkie nic nie znaczy. Nie jedziemy, bo nie chcemy korzystać z gościnności ekip, które w kontaktach z innymi wykazują się nagminnym łamaniem zasad, ustalonych przez niemal wszystkich kibiców z kraju. Walka o normalność i respektowanie tych zasad w kibicowskich stosunkach jest dla nas ważniejsza niż zwalczanie chorego klubowego zakazu wyjazdowego, ważniejsza niż szlagierowy mecz.
Nie liczymy na to, że nasza decyzja znajdzie naśladowców. Jesteśmy jednak zdania, iż tylko całkowity ostracyzm wobec nożowników może sprawić, że tragedia z Kielc już nigdy się nie powtórzy.
Liczymy na zrozumienie naszego stanowiska.
Wszystkie Grupy
Kibiców Legii Warszawa"
Cytat: Czeski napastnik Nafciarzem
czwartek, 01 czerwiec 2006 - 12:16 | Beergson
Dzisiaj w Pradze Wisła Płock podpisała dwuletni kontrakt z czeskim napastnikiem, mającym za sobą występy w Slavii Praga i Rapidzie Wiedeń, Tomáąem Doąkiem.
©
Zawodnik posiadający świetną orientację w polu karnym przeciwnika urodził się 12. września 1978 roku w Karlovych Varach, jednak swoją przygodę z piłką nożną Doąek rozpoczynał w Stará Roli. Następnie po dwóch latach spędzonych w Viktorii Plzeň, Doąek w 1999 roku przeszedł do Slavii Praga, gdzie w ciagu czteroletniego pobytu stał się ulubieńcem kibiców, a w sezonie 2002/2003 najlepszym strzelcem drużyny.
Ze Slavią świeżo upieczony napastnik Wisły wielokrotnie występował na arenie międzynarodowej. W sumie w 40 meczach rozegranych w europejskich pucharach (Puchar UEFA + eliminacje LM) Doąek zdobył 12 goli.Ponadto nowy piłkarz Wisły z klubem ze stolicy Czech trzykrotnie zdobywał tytuł wicemistrza kraju.
W czerwcu 2004 Dosek opuścił trenowaną przez Josefa Csaplara drużynę i przeniósł się do Rapidu Wiedeń (roczny kontrakt), gdzie w 34 meczach zdobył 8 goli i świętował mistrzowski tytuł. Niestety później ciężka kontuzja (ścięgno Achillesa lewej nogi) wyeliminowała Czecha z futbolu, wiedeńczycy nie kwapili się do przedłużenia umowy. W czerwcu 2005 Dosek przeszedł operację i po półrocznej rehabilitacji powrócił do profesjonalnego futbolu.
Od marca 2006 Dosek występował w Artmedii Bratysława
Tomas Doąek ma w dorobku również 3 spotkania rozegrane w Reprezentacji Czech oraz 23 mecze / 5 goli w Reprezentacji U-21.
Czeski napastnik mierzy 183 cm i waży 77 kg.
1984-95 TJ DDM Stará Role
1995-97 Viktoria Plzeň
1997 TJ Přeątice
1997-98 Viktoria Plzeň 15 5
1998-99 Viktoria Plzeň 29 9
1999-00 Slavia Praha 38 11 (II w GL) (1/4 UEFA)
2000-01 Slavia Praha 39 9 (II w GL) (1/8 UEFA)
2001-02 Slavia Praha 33 9 (V w GL) (el.LM i 1.runda UEFA)
2002-03 Slavia Praha 37 13 (II w GL) (1/8 UEFA)
2003-04 Slavia Praha 29 8 (IV w GL) (3.el LM i 2. runda UEFA)
2004-05 Rapid Wiedeń 34 8 (mistrz Austrii)
2006 Artmedia Bratysława
Cytat: Wkrótce w Wiśle Kraków może dojść do zmiany trenera. Wszystko zależy od decyzji Bogusława Cupiała, który jest zawiedziony odpadnięciem z Pucharu UEFA - informuje "Dziennik Polski".
Według różnych źródeł możliwy jest scenariusz, wedle którego na ławce trenerskiej Wisły wkrótce zasiądzie nowy szkoleniowiec. Gazeta informuje, że w weekend nie rozwiano tych wątpliwości.
W czwartek Wisła odpadła z Pucharu UEFA po pechowym remisie z Tottenhamem Londyn. - Czy teraz obawiam się utraty pracy? Nie obawiam się, ale jako trener, liczę się z taką ewentualnością - powiedział po rewanżowym meczu z "Kogutami" Maciej Skorża.
Trzy dni później wiślacy zaledwie zremisowali z Górnikiem Zabrze, który zajmuje ostatnie miejsce w ligowej tabeli. Spotkanie to było dla Wisły niezwykle prestiżowe ze względu na atmosferę, w jakiej przed czterema laty Henryk Kasperczak odchodził z klubu. Wszyscy pamiętamy o jego konflikcie z Bogusławem Cupiałem i odsunięciu od trenowania zespołu, bez możliwości podjęcia pracy w innym klubie. W niedzielnym meczu prowadzący Górnika "Henry" zdołał zatrzymać wiślaków i odebrać im dwa punkty. Zabrzanie byli nawet bliscy pokonania mistrzów Polski, gdyż prowadzili do 84. minuty po bramce Przemysława Pitrego.
Z kolei serwis internetowy Stowarzyszenia Kibiców Wisły Kraków informuje, że z klubu dobiegają sygnały o nazwisku potencjalnego następcy Macieja Skorży, którym miałby zostać Wojciech Stawowy, były trener... Cracovii Kraków.
Na oficjalnej stronie SKWK czytamy, że kibice stoją murem za Skorżą, którego nazywają ambitnym, zdolnym i uczciwym, a jednocześnie zdecydowanie protestują przeciwko zatrudnieniu Stawowego. - Nikt z szanujących się fanów Wisły nie zaakceptuje trenera głośno obwieszczającego, że jego serce jest w pasy" - czytamy na stronie Stowarzyszenia.
Cytat:
Barkas. W pierwszych dwócch zdaniach sobie przeczysz. Druga połówka to ewidentnie Lech odpuścił, bo przed nim jeszcze 8 ciężkich meczów!! Fakt, to jest najlepsza ekipa w Polsce w tej chwili a osi Arboleda-Stilić- Lewandowski z Rengifo może pozazdrościć im każda ekipa w Polsce. Zauważ, że Lewy dziś nie grał (ok ostatnie parę minutek) bo jest oszczędzany. Zauważ jaką mają ławkę!! To nie Polonia zagrała dobrze w 2 połowie to Lech im odpuścił. Legia tak Polonii by nie odpuściłła, bo oni MUSZĄ nas chcieć rozwalić jak się nadarzy okazja. Lech nie musiał. Ważne 3 spokojne punkty. Naprawdę aż ciężko sobie wyobrazić co by z naszych zostało jakby nie musieli szanować swych sił...A po meczu Sokołowski chyba dlatego tak był rozradowany... Widzieliście kiedyś tak rozradowanego legionistę czy wiślaka po przegranym meczu? Ja nie widziałem NIGDY! Rozumiem, że porażka to nie koniec świata, ale cieszyć się też nie ma czego...Barkas z całą resztą pełna zgoda. Niektórzy widzieli nas na tronie. Z kim? Z czym? JAK? I na koniec. PO CO?? Popatrzcie na stadion Wisły. Budowa. Lecha. Budowa. Legii. Budowa. Kto golasa dopuści do żłobu. który ma kurnik z dachem i 3 tysiące fanów? Popatrzcie ilość kibiców na meczach Cluj, Białorusinów czy Cypryjczyków...Idzie w tysiące...Nas do żłoba nikt nie dopuści...Dlatego NAJWAŻNIEJSZY JEST STADION!!! Najpierw kupuje się akwarium i do niego wpuszcza rybki...Nie odwrotnie
Cytat: Policja zatrzymała Igora Sypniewskiego, byłego reprezentanta Polski. Podczas sobotniego meczu ŁKS z Lechem na czele pseudokibiców łódzkiego klubu ruszył na sektor zajmowany przez poznaniaków.
Do awantury doszło tuż po rozpoczęciu spotkania. Grupa kilkudziesięciu chuliganów, którą dowodził Sypniewski, przeskoczyła ogrodzenie i pobiegła w kierunku sektora kibiców Lecha. Naprzeciw wybiegła grupa szalikowców Lecha. Zanim doszło do bójki, interweniowała ochrona i policjanci. Sytuacja była tak groźna, że na stadion wjechał policyjny wóz z armatką gazową. To ostudziło pseudokibiców obu drużyn.
Pijany Sypniewski podczas meczu wyrywał krzesełka, co zarejestrował policyjny
monitoring. Funkcjonariusze nie mieli kłopotów z identyfikacją, ale nie chcieli zatrzymywać piłkarza na stadionie. - Nigdy tak nie robimy, by nie prowokować tłumu - tłumaczy podinspektor Mirosław Micor z łódzkiej policji.
Sypniewskiego zatrzymano w sobotę wieczorem w okolicy, w której mieszka. Nadal był agresywny: obrzucił policjantów przekleństwami, chciał ich pobić, groził śmiercią. - Odpowie za niszczenie mienia i znieważenie funkcjonariuszy. Grozi mu do pięciu lat więzienia - informuje Micor. Sypniewski w niedzielę dostał policyjny dozór i został zwolniony do domu. - Szkoda człowieka. Wyciągaliśmy do niego rękę, ale nie chciał od nas żadnej pomocy - żali się Andrzej Pożarlik z ŁKS SSA.
To nie pierwszy wyczyn Sypniewskiego. Dwa miesiące temu policjanci zatrzymali go pijanego na jednym z łódzkich osiedli, gdy awanturował się z przechodniami. Piłkarz od dawna miał problemy w klubach z powodu skłonności do nadużywania alkoholu. W 2002 roku podpisał kontrakt z Wisłą Kraków, ale zagrał tylko kilka spotkań i słuch o nim zaginął. Szefowie Wisły tłumaczyli, że piłkarz ma depresję, dlatego nie może trenować i grać. Bardziej wtajemniczeni twierdzili, że jest uzależniony od hazardu, alkoholu, i narkotyków. Ostatecznie opuścił Kraków i wyjechał do Szwecji. W lipcu 2004 r. podczas wakacji w Łodzi został zatrzymany przez policyjny patrol. Przed blokiem na swoim osiedlu w stanie wskazującym zwymyślał funkcjonariuszy. Postępowanie umorzono.
W październiku 2006 roku został aresztowany przez policję w Malmö pod zarzutem prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu. Klub Bunkeflo IF wyrzucił go. Sypniewski wrócił do Polski. Marek Chojnacki, trener ŁKS, chciał, by grał w klubie, gdzie się wychował, ale Sypniewski na rozmowy przychodził pijany. Niedawno w stanie głębokiej depresji odwieziono go do szpitala psychiatrycznego, ale po dwóch dniach na własną prośbę został wypisany. Od dawna podczas meczów nie siadał już na trybunie dla VIP-ów, lecz na "Galerze", wśród najbardziej radykalnych kibiców ŁKS.
Igor Sypniewski
skończy 33 lata. Jeden z największych talentów w polskiej piłce.
Występował m.in. w: ŁKS, Orle Łódź, Ceramice Opoczno, Kavála, Panathinaikosie Ateny (gole w Lidze Mistrzów), OFI Kreta, RKS Radomsko, Wiśle Kraków, Kallithéi, Halmstads BK, Malmö FF, Trelleborgs FF. Rozegrał dwa mecze w reprezentacji Polski.
Cytat: Powiem tak. Wynik niekorzystny, ale chłopaki nie przynieśli wstydu Polonii i ja im dziękuję za postawę, zwłaszcza w 2 połowie.
Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale Lech jest na chwilę obecną zdecydowanie najsilniejszą drużyną w Ekstraklasie. Pisałem w moim poprzednim poście, że to nie Wisła (która nas pokonała na K6), ale to Lech gra w fazie grupowej Pucharu UEFA. Zreamisowali z Nancy trochę nieszczęśliwie (przez dłuższy czas prowadzili 2-1), a mam podejrzenie graniczące z pewnością, że takie Nancy Legię czy Wisłę by pojechało bez większych problemów (a zakładam, że jest to drużyna silniejsza niż np. Totenham). W meczu z CSKA wcale nie są na przegranej pozycji, a ja im życzę zwycięstwa, bo to nasz reprezentant w pucharach i ciuła bezcenne punkty dla całej ligi.
Lech był silniejszy w każdej formacji. Ich akcje były płynniejsze, są lepiej przygotowani kondycyjnie. Poloniści w 2 połowie bardzo starali się o chociaż honorowe trafienie (remis z tak silnym Lechem był moim zdaniem niewykonalny).
Zgadzam się z jednym z przedmówców (zresztą sam to pisałem w tym temacie przed meczem) - dotychczasowa pozycja Polonii w lidze wynikała, że graliśmy ze słabymi drużynami a konkurenci w czubie tabeli
mieli więcej potknięć. Tak naprawdę ta drużyna została w ostatniej chwili przeniesiona z Grodziska, naprędce złączona z resztkami drugoligowej Polonii i......mimo całej tej improwizacji przez dłuższy czas liderowała w Ekstraklasie. Ale to musiało się skończyć. Mam nadzieję, że ten mecz sprowadził niektórych kolegów na ziemię.
Gdyby na przypadające w przyszłym roku moje 30 wiosen Polonia zdobyłaby Mistrza, byłbym najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem Ale ponieważ mam już taki wiek, że nie wypada bredzić napiszę krótko. Tego prezentu nie będzie. Polonia jest za słabym pod względem
piłkarskim, organizacyjnym i finansowym klubem, żeby wytrzymać wyścig z Legią, Wisłą i Lechem.
Ktoś spyta - więc o co gramy w tym roku. O stadion na 15.000 miejsc. Jeżeli tego prezentu nie będzie, to będzie to dużo większy problem, niż mityczne mistrzostwo, które w obecnej sytuacji Klubu jest nam potrzebne jak 5 koło u wozu.
amen
Cytat: Bohater środowego meczu przeciwko Czechom stanął przed życiową szansą. Błysnął w kadrze, a dzięki karom dla Zagłębia Lubin za udział w aferze korupcyjnej, trafi do Wisły Kraków.
T rudno znaleźć w Polsce piłkarza, który na aferze z handlowaniem ligowymi punktami skorzystał więcej niż pomocnik Zagłębia. Oczywiście piłkarz sam nie brał w niej w świadomy sposób udziału, ale nie zmienia to faktu, że paradoksalnie może jej wiele zawdzięczać...
Strzelał w kupionych
Z Łobodzińskim może się z równać chyba tylko Paweł Krysza-łowicz, dla którego gra w kupującej mecze na potęgę Amice Wronki stała się przepustką do wieloletniej gry w kadrze narodowej. „Łobo", tak samo jak Kryszałowicz, umiał na boisku znaleźć się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Resztę robili sędziowie, którym - jak udowodnili śledczy -za ślepotę płacił sam prezes lubinian Jerzy F.
W sezonie 2003/2004 to właśnie gole Łobodzińskiego przesądzały o minimalnych zwycięstwach Zagłębia w ważnych (i kupionych!) meczach z ŁKS Łódź i GKS Bełchatów. Bez tych wygranych miedziowej drużyny nie byłoby w pierwszej lidze, a kariera naszego bohatera mogłaby stanąć w miejscu.
Jak trafiał do siatki przyszły piłkarz Wisły Kraków? Daleki przerzut z głębi pola za plecy obrońców i strzał w sytuacji sam na sam, jak w spotkaniu z tym drugim wymienionym zespołem.
- Zdobył bramkę z trzymetrowego spalonego. Ale czemu się dziwić, skoro na linii biegał Ste-vie Wonder - komentował wtedy zirytowany trener bełchato-wian Mariusz Kuras po porażce swojego zespołu 0:1.
Sam Łobodziński nie chciał odnieść się do tej sytuacji. -O korupcji w Zagłębiu nie chciałbym się w ogóle wypo-wiadać. Ale nie tylko ta afera i degradacja zadecydowała o moim odejściu. Po prostu każdy polski piłkarz chciałby grać w takim klubie jak Wisła.
Nie dla kasy
Rzecz jasna, poza strzelaniem goli, (które padły, bo paść musiały) „Łobo" posiadł duże umiejętności piłkarskie. Kiedy lubi-nianie wchodzili do pierwszej ligi, był jednym z wielu biegających po polskich boiskach złotych medalistów ME U-19, w których pokładano dużo nadzieje. Po latach jest jednym z nielicznych z tamtej ekipy, którzy nadal grają na tyle dobrze, że mogą poważnie myśleć o wyjeździe na Euro 2008.
Łobodziński nie miał zbyt udanej rundy jesiennej w Zagłębiu i raczej byłoby mu trudno z taką grą myśleć o wyjeździe do mocnego, zagranicznego klubu. Z pomocą jednak... znowu przyszła afera korupcyjna. Za ustawione mecze, w których sam zdobywał bramki, Zagłębie czeka degradacja, a piłkarza skusiła mająca mocarstwowe aspiracje Wisła Kraków. Przystał na tę ofertę z radością, nawet pomimo tego, że u dużej części kibiców Zagłębia jest już spalony. Fani miedziowego zespołu nie mogą mu zapomnieć obietnicy, że nigdy nie będzie grał dla innego polskiego zespołu, tylko wyjedzie za granicę. Odszedł do nielubianej w Lubinie Wisły.
- Każdy ma prawo zmienić swoje zdanie. Zmieniłem pracodawcę, bo chcę podnosić swój poziom sportowy. W takim klubie, jakim jest obecnie Wisła, po prostu warto grać. Chciałbym też zaprzeczyć, że „poleciałem na pieniądze". Gdyby tak było, to już dawno wyjechałbym do Rosji, albo Turcji, bo miałem takie propozycje. A jeśli chodzi o Wisłę, wszystkiego dowiecie się w piątek.
Szansa w Krakowie
Polskim kibicom pozostaje się tylko cieszyć, że w ten sposób zdolny polski piłkarz uratował się od utonięcia w drugoligowej szarzyźnie. Wiadomo już, że wiosną zagra w silnej, jak chyba nigdy dotąd krakowskiej Wiśle. A jeśli krakowianie będą za pół roku w europejskich pucharach potykać się z czołowymi potęgami klubowymi na kontynencie, na dalszym podnoszeniu umiejętności przez 26-letniego skrzydłowego skorzysta przecież również narodowa reprezentacja. O tym, że może być jednym z jej liderów, po spotkaniu z Czechami chyba nikt nie ma wątpliwości.
MICHAŁ GUZ
Cytat: Umawiają się telefonicznie lub przez Internet. W niedzielę planowali "zaszczycić" swą obecnością gdański stadion, na którym rozgrywany był mecz 1/8 Pucharu Polski pomiędzy miejscową Lechią a Wisłą Płock. Dowiedzieli się jednak, że impreza ta ma być zabezpieczona sporymi siłami policyjnymi, więc wybrali sobie Tczew, a konkretnie sobotnie spotkanie miejscowej Wisły z Pomezanią Malbork rozgrywane w ramach kolejki kończącej rundę jesienną w piłkarskiej V lidze. Tu podobno policji miało być mało. Przeliczyli się jednak. Dziesięciu zostało zatrzymanych i przebywa w policyjnym areszcie. Dziś (w poniedziałek) staną przed tzw. sądem 24-godzinnym.
Pseudokibice, bo o nich mowa, w sile około 250 osób w sobotnie popołudnie pojawiło się wokół stadionu przy ul. Ceglarskiej w Tczewie. W czapkach zakrywających większą część głów, niektórzy owinięci do połowy twarzy szalikami, inni w kominiarkach. Nie weszli na stadion bramą, a od tyłu, od strony ogródków działkowych, gdzie nie ma ogrodzenia. Ostatecznie usadowili się na tzw. górce, za stanowiskami z ławkami rezerwowych obu drużyn. Po przeciwnej stronie boiska kibicowali miejscowi. Przez godzinę spotkania obie grupy prowokowały się jedynie niewybrednymi okrzykami. Co jakiś czas dało się słyszeć - "Chodźcie do nas, chodźcie do nas...". W 63 min. meczu ci przyjezdni ruszyli przez boisko w kierunku miejscowych. Z trybun poleciały różne przedmioty: metalowe puszki, butelki z płynami. Część tczewskich kibiców salwowała się ucieczką skacząc przez płot. Mecz został oczywiście przerwany, a policja szybko zaprowadziła spokój. Po dziesięciu minutach sędzia mógł wznowić grę. Wielu kibiców, tych normalnych, czując zagrożenie, opuszczało stadion, nie czekając do końca spotkania.
- Panie, to jakaś paranoja - mówił wychodzący starszy człowiek. - Jeszcze mi życie miłe, a tych hultai powinno się, zabierając im wcześniej buty, wywieźć do lasu, tak daleko, by na piechotę, boso, do jakichkolwiek domostw, czy dróg, musieli iść przynajmniej kilka godzin - dodał.
A na stadionie, odseparowani od innych pseudokibice, widząc coraz większe siły policji nie próbowali już robić „zadymy". Mecz udało się więc dokończyć.
- Już kilka dni przed meczem docierały do nas informacje, że kibiców Pomezanii mają wesprzeć ci z Lechii Gdańsk, a kibiców Wisły ci z Arki Gdynia - mówi Dariusz Górski, rzecznik tczewskiej policji. - W związku z tym do zabezpieczenia meczu przewidziano prawie 150 policjantów z KPP w Tczewie i Oddziałów Prewencji z Gdańska. Po wtargnięciu kibiców na murawę policjanci użyli środków przymusu, by zaprowadzić porządek. Sześciu młodych ludzi zostało zatrzymanych, a później jeszcze czterech - już po meczu - podczas konwojowania kibiców na dworzec PKP. Zatrzymani to dwaj gdańszczanie, jeden z Malborka, jeden z Turza, pozostali są z Tczewa. Mają od 18 do 22 lat. W poniedziałek trafią przed tzw. sądy 24-godzinne. Sześciu odpowie za zakłócenie porządku, jeden za zbicie szyby w autobusie, a trzech za znieważenie policjantów.
Zbigniew Brucki - POLSKA Dziennik Bałtycki
Cytat: Robert Małek z Katowic będzie boiskowym rozjemcą niedzielnego spotkania na szczycie Orange Ekstraklasy. Piłkarze KGHM Zagłębie Lubin na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej stawią czoła Legii Warszawa.
W obecnych rozgrywkach Pan Małek już trzykrotnie prowadził zawody z udziałem lubińskiej drużyny. Sędziował pojedynek o Superpuchar Ekstraklasy, w którym "Miedziowi" ograli PGE GKS Bełchatów 1:0, "gwizdał" także w spotkaniu wyjazdowym z łódzkim Widzewem (1:1), a także jesienny mecz z Legią w Lubinie (0:2).
Łącznie Robert Małek dwadzieścia dwa razy sędziował spotkania z udziałem naszej drużyny. Dziewięć gier rozstrzygnęliśmy na swoją korzyść, pięciokrotnie dzieliliśmy się z rywalami punktami, zaś osiem razy musieliśmy uznać ich wyższość.
Cytat: Pokonać kryzys
Po tygodniowej przerwie piłkarze powracają na ligowe boiska. W najbliższą niedzielę legioniści podejmować będą na własnym stadionie wciąż jeszcze aktualnego mistrza Polski, Zagłębie Lubin. Runda wiosenna rozpoczęła się dla lubinian bardzo dobrze. W trzech meczach wywalczyli 7 punktów i strzelili 4 bramki, z czego trzy w spotkaniu przeciwko Odrze Wodzisław. Jednego z goli zapisał na swoje konto były zawodnik Legii, Piotr Włodarczyk. Była to druga bramka tego napastnika w lidze (czwarta w sumie) w barwach "miedziowych". Zagłębie zajmuje obecnie piątą pozycję w tabeli, traci siedem punktów do trzeciej aktualnie Legii i aż 21 punktów do liderującej Wisły Kraków.
Statystyki dotychczasowych pojedynków tych zespołów przemawiają na korzyść drużyny z Warszawy. Z 39. ligowych spotkań 18 wygrali wojskowi, 7 razy górą byli piłkarze z Dolnego Śląska i zanotowano 14 remisów. Lubinianie wygrali w lidze w Warszawie tylko raz. Było to w maju ubiegłego roku (2-1) i to właśnie ten mecz przesądził, iż piłkarze Zagłębia po raz drugi w historii zdobyli tytuł mistrza Polski.
Niedzielne spotkanie będzie dla Legii kolejnym w walce o europejskie puchary. Dla lubinian, którzy szans na puchary już raczej nie mają, będzie to okazja do drugiej z rzędu wygranej przy Łazienkowskiej. "Nie ma co ukrywać, że z Legią będziemy grać o trzy punkty. Jesteśmy w takiej sytuacji, że nie mamy już nic do stracenia i w każdym meczu gramy o trzy punkty" - mówi o aktualnej sytuacji swojego zespołu Piotr Włodarczyk.
Po ubiegłotygodniowej porażce 1-2 na stadionie Zagłębia Sosnowiec atmosfera w Legii nie może być dobra. Tym bardziej, że podopieczni Jana Urbana w trzech wiosennych ligowych spotkaniach wywalczyli zaledwie trzy punkty. Uspokoić emocje i zapomnieć o słabych wynikach legioniści mieli dzięki spotkaniu gwiazd ligi polskiej z obcokrajowcami występującymi w ekstraklasie, które rozegrano w miniony wtorek. "Piłkarze, którzy pojechali do Szczecina, nie myśleli cały czas o ligowej porażce. Chcemy odbudować się psychicznie. Jeśli nie wygramy z Zagłębiem Lubin, będziemy mogli mówić o kryzysie" - mówi Jan Urban. "Wierzę, że w niedzielę zagramy tak dobrze jak w Szczecinie przeciwko reprezentacji Polski. Spotkanie z Zagłębiem Lubin nie będzie łatwe. Jednak nie mamy już innego wyjścia, jak wygrywać" - uważa Miroslav Radović.
W meczu przeciwko Zagłębiu nie wystąpi Wojciech Szala, który będzie pauzował za cztery żółte kartki. Do składu powróci za to Inaki Astiz, który z tego samego powodu nie mógł grać w Sosnowcu.
W maju ubiegłego roku w sektorze gości Stadionu Wojska Polskiego zasiadło 1200 kibiców z Lubina. Teraz przedstawiciele Zagłębia wystąpili o 300 biletów dla fanów "miedziowych".